Kresy wytworzyły specyficzną, własną cywilizację obejmującą nie tylko sztukę, ale i filizofię. Od zawsze były i po dziś dzień są kongolemeratem różnych wyznań, nad którymi czuwa rozmaicie nazywany, ale zawsze ten sam Bóg. Maria Dąbrowska pięknie to określiła: “Tam u nas – najpospolitszy człowiek jest poetą, najlichszy śpiewak- artystą, najgłupszy prostak – myślicielem. Taka już ziemia. Takie powietrze.”


Jak świat światem, Polesie traktowane było jako bardzo egzotyczna, rozbudzająca wyobraźnię kraina. Zarówno dawno temu, jak i obecnie, otacza te ziemie aura tajemniczości. Jest to region specyficzny i jedyny w swoim rodzaju. W dalszym ciągu główną rolę odgrywa tutaj przyroda, ale pośród niej, niczym bakalie w cieście – pojawiają się znienacka osiedla ludzkie, przysiółki i chutory, przypominające wiosną “poleskie Wenecje”. Mieszkający tu ludzie, w pewien sposób nadal zależni są od matki Natury, całkowicie się na nią zdają i do niej się dostosowują. Nie można się więc dziwić, że rdzenny Poleszuk rozpalał niegdyś wyobraźnię podróżników, pisarzy, etnografów, fotografów. trudne warunki życia w bagiennym terenie i brak komunikacji spowodowały, że poleskie wsie w bardzo niewielkim stopniu ulegały wpływom z zewnątrz. Podróżujący przez Kresy w pierwszej połowie XIX wieku Józef Ignacy Kraszewski tak opisywał poleskiego chłopa, zamieszkującego mokradła w okolicach Pińska: “Chłopi tutejsi, szczerze mówiąc, nie mają wysokiej reputacji rozumu, oni swój Pińsk, jak Chińczycy Pekin, za środek świata przywykli uważać, przez pół roku utrudnione mając zalewem związki z resztą świata, w pół dziko żyją. Sławna jest anegdota:
- A s kul czełowik?
- Ja ne czełowik, ja Pynczuk.
I stąd zwykle zwą ich nie ludźmi, tylko Pińczukami.”

Poleszucy mają korzenie wschodniosłowiańskie i posługują się ciekawym dialektem – swoistą mieszaniną języków białoruskiego, polskiego, ukraińskiego i rosyjskiego. W okresie międzywojennym stanowili ponad 60% ludności całego województwa poleskiego. Etnologowie uważają, że wywodzą się oni z kilku pierwotnych plemion słowiańskich: Dregowiczów, Derewlan, Krzywiczan i Wołynian. W następnych wiekach osiedlała się tu także część plemion Bałtów i Tataro-Mongołów, którzy pozostawali tu po licznych najazdach; najpóźniej pojawili się osadnicy litewscy i polscy z różnych części Rzeczpospolitej. Wielowiekowa izolacja wśród trudno dostępnych mokradeł i oczeretów spowodowała, że, jak pisał Ferdynand Ossendowski “przetrwał ten lud najdziwniejszy w Europie dziesięć, a może więcej stuleci, wchłonął w siebie potoki obcej krwi, przerobił ją na swoją modłę, spoleszuczył”.

Typowi Poleszucy byli krępi, średniego wzrostu. Według Kraszewskiego przeważali wśród nich blondyni o niebieskich oczach, ale Michał Marczak w przedwojennym przewodniku opisywał typowego Poleszuka odrobinę inaczej: “Tubylec rdzenny średniego wzrostu, o cerze bladej, podłużnym kształcie głowy o niezbyt długim owalu, z rozszerzającym się czołem. Na twarzy zaznacza się prosty, średnio szeroki nos. Kobiety, jak wszędzie, są niższego wzrostu i mają włosy ciemno-szatynowe, podczas, gdy mężczyźni są szatynami. Lud to spokojny, nieskory do wybuchów, rozważny, konserwatywny, nieufny i dla wszelkiej nowości niechętny. Nie oznacza się pracowitością ponad konieczną potrzebę. Uznaje swoją i najbliższych własność, na cudze chciwy, lecz bez stosowania przemocy. Swą zachłanność w stosunku do obcych zaznacza w stawianiu wygórowanych żądań za każdą oddaną usługę, za każdy wytwór swej ręki. Pod względem moralno-płciowym są Poleszucy dość opanowani, a przesadne na tem tle opowieści o nich są krzywdą dla ludności. Natomiast religijność pozostawia wiele do życzenia; jest czysto zewnętrzna i zamiast z artykułów wiary składa się z zabobonów.”

Poleszuk trudnił się zwykle rybołówstwem, zbieractwem, łowiectwem oraz dość prymitywnym rolnictwem. Wiejskie, jednoizbowe najczęściej chaty, budowano z drewna, gliny i słomy. Często można było tu spotkać szałasy i ziemianki. Prawdziwym świętem była dla mieszkańca Polesia wyprawa na targ. Na jarmarkach spotykali się ludzie wszystkich narodowości, wymieniając towary, kupując, sprzedając i po prostu rozmawiając. Słynny był ongiś Targ Rybny w Pińsku. Zbierając przede wszystkim tzw.dary lasu (grzyby, jagody, zioła) oraz żyjąc z łowiectwa i rybołówstwa, Poleszucy nosili na jarmarki całe kosze żywych ryb i raków. Wyróżniali się wśród innych charakterystycznym odzieniem. Poleskie ubiory ( i te codzienne, i te świąteczne) szyte były głównie z samodziału tkanego z lnu i owczej wełny. Kobiety ubierały się w długie, kryjące łydki spódnice i wypuszczone na nie bluzki, najczęściej białe. Zimowe spódnice były wełniane, letnie – lżejsze, wykonane z lnu. Na głowach często jednakowe białe chusty, a pannę od mężatki można było odróżnić jedynie po wystających spod chustki długich warkoczach (wg.Kraszewskiego). Od wiosny do jesieni chodzono głównie boso, a na zimę zakładano łapcie plecione z łyka. “Jak górala wyróżniają kierpce, tak Poleszuka cechują łapcie z łyka, przewiewne w lecie, ciepłe w zimie, gdy onuce na nogach pokryją się warstwą lodu. Słomiany kapelusz w lecie, barania czapka służy w innych porach roku.”

Na niedzielę zakładano odzież również szytą z samodziału, ale już ozdobioną haftem wykonanym najczęściej czerwoną nicią. Haftowano najczęściej bluzki, na które zakładano ozdobne serdaki. Często haft znajdował się również na spódnicach i fartuchach. Świąteczne chusty na głowach Poleszuczek wywiązane były w specyficzny sposób.

Latem poleskie kobiety chętnie zakładały kwieciste marszczone spódnice, a na spódnicę taką obowiązkowo – fartuch ozdobiony poleskim haftem: “Chłop w zimie narzuca na lnianą koszulę długi kożuch z rękawami, latem płótniankę przepasaną wzorzystą krajką wełnianą. Strój płci pięknej jest wprawdzie kraśniejszy od męskiego, ale równie skromny i z własnego pochodzący warsztatu. Mężatka ubiera w lecie rodzaj kamizelki na koszulę suto wyszywaną na ramionach, na biodra spódnicę samodziałową i biały fartuch, a idąc do miasta wdziewa ponadto długi kaftan. Głowę osłania ze wszech stron barwną chustką, związaną na karku. W dni upalne ubiera zamiast kaftana długą lnianą kurtę, podobną do szpitalnego fartucha, przepasaną krajką. Zaś w porze zimowej nosi na sobie wełniany, tkany w barwne pasy spencer i wełnianą, podobnie tkaną spódnicę. Dorastająca młodzież ubiera się zasadniczo jak starsi, lecz strój jej zaznacza się bogatemi haftami i wyszyciami; u dziewcząt przy koszulach na ramionach i przy fartuchach w postaci szerokiego szlaku u dołu. Dziewczęta zamiast kamizel noszą barwne i wzorzyste gorsety z materji fabrycznej, na szyi wieszają sznury korali i szklanych paciorków. Parobczak stroi się w długą, wypuszczaną koszulę, w pasie przewiązaną krajką, a na piersiach, przedniej części kołnierza i na mankietach suto i wzorzyście wyhaftowaną; koszula jest ponadto ozdobiona u dołu szeroką, haftowaną oblamką. Spodnie nosi również jak starsi, wełniane i nieszerokie.”

Poleszucy byli niezwykle religijni, ale na swój specyficzny, poleski sposób. Panował tam dziwny mix najróżniejszych religii, pogańskich wierzeń i zabobonów. Wierzono w “baby” zamawiające wszelką “bolączkę”, znachorów i znachorki przyrządzających “lubczyki” i “małojczak” , aby diabły bagienne nie psuły krowom mleka. Niemal w każdej wiosce można było znaleźć starca-wieszcza lub wróżbitkę, albo wędrownego “dida”, którzy wróżyli z lotu ptaka lub ze słońca i księżyca, z biegu rzeki, albo z gwiazd, pogody, czy ze snów. Poleszukom było to potrzebne jak powietrze. Wszak wszędzie w bagnach mogły czaić się stwory wciągające tam nieostrożnych przechodniów. Pewnie i dzisiaj można tam wysłuchać opowieści o wujnach – dziwnych stworach – ni to wężach, ni to rybach…

source

About the Author