Jest to dawny obyczaj ozdabiania grobów i można go jeszcze z rzadka zobaczyć na cmentarzach w niektórych wioskach okręgu Pińskiego(Białoruś, rejon brzeski).

Jeszcze pierwsi badacze etnografii Polesia zwrócili uwagę na tradycje pogańskich czasów, trwale przenikające w życie tutejszego narodu. Kapłani, opisujący swe pobyty w “kraju pól i lasów”- zauważając pobożność Poleszuków, ze zdziwieniem, a czasami i z oburzeniem konstatowali wytrwałe oddanie “miejscowych” starym obyczajom.

Jednym z takich obyczajów jest stawianie nagrobków nazywanych narubami. Na miejscu pogrzebania układano wielką drewnianą kłodę, najczęściej dębową. Czasami zostawiano sterczący do góry konar i, przybiwszy do niego poziomą poprzeczkę, tworzono tym samym symbol krzyża. Mały krzyżyk mógł być wstawiony w specjalną szparę w narubie. Krzyż taki znajdował się zawsze przy wezgłowiu zmarłego.

Fotografie z lat 20-ch – 30-ch XX stulecia przedstawiające poleskie cmentarze zwracają uwagę swoją tajemniczością. Wydaje się, że dusze przodków zostały na ziemi, odbite w domkach-narubach. Właściwie w niektórych miejscowościach tak nazywano również zbudowane (zbite) z desek nagrobki rzeczywiście podobne do małych chatek z wyciętymi ozdobnymi okienkami, przez które “dziady” mogły obcować z naszymi światem. Jeszcze na początku wieku tradycja ta niemal całkowicie zanikła. Rzadko można już zobaczyć prawdziwe naruby. Z całą pewnością zachowały się we wsi Para (Parza), znajdującej się w głębi pińskiego Polesia.
Stare nagrobki na wiejskich cmentarzach są dobrze zachowane, często spotyka się całe kwatery starych pochówków.

Omszałe kłody, przechylające się krzyże tworzą mroczny widok, jak by wskrzeszając z niebytu surowy wygląd poleskich nekropolii. Spotyka się całe “kompleksy” narub, rozmieszczonych za rodzinnymi ogrodzeniami. Czasami ustawione są na dodatkowych kłodach, chroniących je od szybkiego niszczenia wilgocią.
W rozmowach ze starszymi ludźmi, udało mi się wyjaśnić przeznaczenie narub.

- Tak jeszcze przy naszych ojcach robili, żeby nieboszczycy z cmentarza do domu nie wracali, – zabrzmiało w odpowiedzi.
- Priwalat “dębem” i wszystkim jest spokojnie. A to powiadają – nieboszczycy nocami po podwórzach błądzą, ludzi do po śmierci straszą …
Podobnego ostrzeżenia nie ignorowali nawet miejscowi przedstawiciele kultów protestanckich, którym daleko było do zainteresowania tajemnymi obrzędami i magicznymi działaniami. Na osobnym cmentarzu baptystów, który istniał w Parze od 1930 roku do końca lat 40-tych, wśród prostych nagrobków – zwykłych cementowych słupów – znajdowały się i naruby.
Naśladowanie dawnej tradycji można też prześledzić w nadal istniejącym obrzędzie pogrzebowym nie ochrzczonych niemowląt. Na pagórek ziemny kładziony jest kawałek drzewa albo długi jednolity metalowy przedmiot. W miejscu krzyża ustanawiany jest nieduży kamień. W przeciwnym wypadku, jak wyjaśniają wieśniacy, dusza dziecka będzie chciała dostać się do matki i nie da jej spokoju.

Sąsiedztwo narub i zwykłych nagrobków spotkać można obecnie na cmentarzu we wsi Płoskiń. Są też stare naruby i w sąsiedniej miejscowości – Tieriebień.

Stare kłody gniją, próchnieją. Aby zachować miejsce pochówku, w Parze rozsypujące się naruby pokrywane są kamieniami, jakie tylko udaje się znaleźć na cmentarzu. Z czasem i one zarosną trawą.
Z takim oto dawnym obyczajem udało mi się zapoznać, podróżując po Polesiu, kraju, w którym żyjemy.

“Zorza” (społeczno-polityczna gazeta Brzeskiego obwodu). – 1999. – 29 czerwca.
Wiaczesław ILJENKOW
tłum. Maria Gonta

source

About the Author